Skrzydła istnieją w przyrodzie dlatego, że istnieje strach. Latają istotki słabe, motyle i ptaszki; wielkie, odważne zwierzęta nie potrzebują fruwać. (Ptactwo drapieżne, używające lotnictwa do polowania, stanowi w naturze wyraźną mniejszość.)

        Mówi się, że poezja to „Muza skrzydlata”. Oczywiście, jako że ta Muza (wyjąwszy wątek tyrtejsko-rewolucyjny) należy do płochliwych i na podobieństwo ptaków śpiewających oraz motyli potrzebuje organu ucieczkowego, skrzydeł, aby przetrwać.

        Uskrzydlenie stanowi poważny wydatek dla organizmu i tam, gdzie można z niego zrezygnować, natura rezygnuje. Na Nowej Zelandii, gdzie do XI wieku nie było ludzi ani żadnych innych większych drapieżników, tubylcze ptaki kiwi, kakapo i takahe zdążyły stać się nielotami.

        Gdzie indziej podobnie bywa może z poetami… Gdy minie w ich życiu okres burzy i naporu, wielkich strachów i namiętności, chętnie wyzbywają się skrzydeł. Odtąd, jeśli piszą, robią to przyziemnie, na piechotę, nie w locie. Piszą prozę.