Idę przez park ze słuchawkami na uszach. Radiowa Dwójka nadaje klasycyzującą Pulcinellę Strawińskiego. I nagle dostrzegam grupkę dresiarzy. Podają sobie butelkę, z ręki do ręki, nie przerywając marszu. Kiedy opróżnili szkło, rozbili je o mijane drzewo. I głośno zarechotali. Od razu pomyślałem, że o prawie przynależenia do cywilizacji powinny rozstrzygać egzaminy na człowieka, a tych, co nie zdali, odsyłało by się między bydlęta, do dżungli, czy do chlewa. To, że jacyś podludzie, wandale, barbarzyńcy pałętają się między nami i że posiadają pełnię praw obywatelskich, jest jedną z większych bajek tak zwanej demokracji. Zasada dziedziczenia człowieczeństwa przez samo urodzenie wydaje się podobna do dziedziczenia szlachectwa przez urodzenie, z wszystkimi wadami tej zasady. (Mandaryni chińscy przechodzili egzaminy państwowe, co było o wiele zdrowsze.) To, że niby wszyscy posiadamy „te same geny”, mało znaczy. Człowiek ewoluuje przede wszystkim w kulturze, nie w naturze. Dla cywilizacji liczy się nie genetyka, lecz memetyka: wyuczalna pamięć historyczna, zdolność do zachowania etycznego, znajomość symboli, sztuk, języków. (Wyraz memetyka wywiedziony został z angielskiego memory, „pamięć” i z greckiego mimesis, „naśladowanie”.) Identyczne z naszymi geny mają szympansy, w ponad 98 procentach. I co z tego? Jak na razie, małp nie wpuszcza się na salony.
Człowiek to brzmi dumnie? Niestety, nic na to nie poradzimy, że należymy do tego samego gatunku, co dresiarze. My, rozgoryczeni intelektualiści, ostatnie myślące istoty na Ziemi.
luty 5th, 2010 o godzinie 16:44
Człowiek to brzmi dumnie? Niestety, nic na to nie poradzimy, że należymy do tego samego gatunku, co dresiarze. My, rozgoryczeni intelektualiści, ostatnie myślące istoty na Ziemi.