Pamiętam
Błędnik sobota, 6 lutego 2010Pamiętam różne rzeczy: na przykład wrzaski świń z tuczarni pod lasem, u nas na Zatorzu, w Olsztynie, akustycznie identyczne jak wrzaski kibiców na pobliskim stadionie „Warmii”.
Pamiętam też, jak pierwszy raz zadałem sobie pytanie: „Ale właściwie dlaczego dlaczego…?”. Miałem wtedy sześć lub siedem lat i po kolejnej serii różnych „dlaczego”, kierowanych w stronę dorosłych, zdumiałem się nareszcie i tym, że się zdumiewam.
A teraz aluminiowy grzebień Ojca. Grzebień był żołnierski, z czasów I wojny światowej, z armii cesarza Franciszka Józefa. Orderami z tejże wojny mój ojciec gardził, trzymał je w jakimś podrzędnym pudełku, które w końcu zaginęło, natomiast kochał swój blaszany grzebień. Ten grzebień był jego orderem.
Na koniec – moje pierwsze zarobione pieniądze. Po lekcji religii w katakumbach kościoła św. Józefa (w Olsztynie) natykam się na formowany właśnie kondukt pogrzebowy. Bije dzwon, żałobnicy opuszczają nawę. Podjeżdża karawan, oczywiście konny. Konie mają pióropusze na głowach, jak w cyrku; karawaniarze są w stosownie stosowanych kapeluszach. Ktoś o prezencji mistrza ceremonii składa mi propozycję poniesienia przed konduktem obrzędowego krzyża, za 20 złotych. Ja się zgadzam i rzeczywiście zarabiam te pieniądze.
Ostatnie Komentarze