Siedzę przy biurku z zamkniętymi oczami, podglądając w sobie różne obrazy, na przykład to: Jola plus „Jolana”, moja pierwsza dziewczyna i moja pierwsza gitara elektryczna. Jola była nie mniej naelektryzowana niż ta gitara (zbieżność imion – autentyczna)… Albo marszobieg w śniego-deszczu przez morenowe lasy we Wrzeszczu. Mela, psina, która biegła ze mną, tak była ubłocona i zniechęcona, że musiałem ją wsadzić do plecaka. I dalej: pewien spacer przez oliwskie ZOO; słyszę, jak tatuś poucza swego synka: „Nie ma-upy Jacusiu, tylko małpy. Małpy, nie ma-upy”. Albo to, jak oglądałem w internecie zdjęcia, zrobione przez amerykańską sondę Voyager. Z czego dowiedziałem się, że najwyższe góry w naszym Układzie Słonecznym są na Marsie. Ich szczyty sięgają 27 kilometrów ponad poziom równin marsjańskich.