Rachunek emocji
Błędnik sobota, 31 lipca 2010Rachunek emocji. Co mnie dzisiaj wzrusza, co zachwyca, czego nie cierpię, na co mam nadzieję, co jest mi obojętne? I otóż wzrusza mnie jak zawsze bezinteresowna dobroć. Dlatego czuję ucisk w gardle, gdy na przykład oglądam amerykański serial Dotyk anioła. Anioły są przecież ex definitione bezinteresowne. Ów serial jest kiczowaty – i niemniej wzrusza mnie. Widocznie kicz nie przeszkadza człowiekowi w przeżywaniu dobrych uczuć. No a czego nie cierpię: najbardziej nie cierpię samego cierpienia, tego, że świat wymusza na nas ból. Co innego, gdyby odczuwanie bólu można było dowolnie regulować. Gdybym był Bogiem, bagatela, ryzykowałbym może ekstremalne ekscesy doznaniowe? Oczywiście umiałbym wtedy w dowolnym momencie wyłączyć ból. (Tu przypominają mi się doketyści zakładający, że Chrystus cierpiał pozornie; dokein znaczy po grecku „wydawać się”.) A co jest mi obojętne? Przeczytałem ostatnio, że za trzy miliardy lat Mgławica Andromedy zderzy się z Układem Słonecznym, z opłakanymi skutkami dla naszej Ziemi. No i czuję, że ta nieunikniona katastrofa jest mi dosyć obojętna.
lipiec 31st, 2010 o godzinie 10:07
bezinteresowna dobroć, to fenomen odkupienia win.tacy ludzie,mają głęboko zakorzenioną świadomość przyczynowości i skutku.ludzie szlachetni, często poświęcający swoje życie innym. też ich podziwiam, cenię sobie dobroć. ona jest pochodna miłości do drugiego człowieka. anioły ludzkie, to wyższy stopień wtajemniczenia, instynktownie walczą ze złem.
Co do bólu - zgadzam się z Panem, myślę, że świat z czasem upora się z tym uciążliwym doznaniem, gorzej jest z cierpieniem psychicznym, wiem coś na ten temat. byłam socjoterapeutą, to ciężki kawałek chleba. łatwiej pisać wiersze i zdawać sobie z tego sprawę,że mamy coś własnego, własne miejsce, gdzie możemy skryć się przed światem. tego nikt nam nie odbierze. Pozdrawiam, Maryla
lipiec 31st, 2010 o godzinie 11:26
Panie Macieju, a wie Pan, wczoraj siedziałam na parapecie, patrzyłam jak bociany uczą się latać i myślałam sobie. myślałam sobie o tym, że świetnie byłoby mieć na tyle autorytetu, żeby móc pokazać i jakoś ‘wyromować’ (brzydkie słowo, fuj, ale chwilowo nie przychodzi mi lepsze), że nie jest gorszącym lubić ciepło filmów familijnych, czy stabilny kicz romansów
że z wszelakiego, ‘kosmicznego śmiecia’, jakim dysponuje wszechświat, wybierać można bez ograniczeń to wszystko, co nas buduje i niszczy. Dlatego strasznie się cieszę z tego dzisiejszego Pańskiego wpisu i uważam za szczęśliwy zbieg okoliczności
Pani Marylo, a ja nie byłabym pochopna z twierdzeniem “łatwiej pisać wiersze”, nie sądzę, by można było tak łatwo położyć na wadze Maat dla porównania ciężaru ‘pisania wierszy/czucia’ i innych sposobów kontaktowania się ze światem/czucia.
zdaje mi się też, ze można je jedynie położyć na tej samej szali, jako przeciwwagę dla piórka
i nie wiem, czy tak łatwo jest ‘zdawać sobie sprawę’, jak sądzę, jako była socjoterapeutka, raczej spotkała się Pani z tym, ze sprawę zdawać sobie, jest trudno, bo w jakiś sposób to ‘zdawanie sobie sprawy’ to jedna z formuł rozumienia, a do oświecenia (w sensie buddyjskim) droga daleka. acz oczywiście to tylko również moje spekulacje na temat.
Pozdrawiam z warmińskiej soboty
lipiec 31st, 2010 o godzinie 15:24
Panie Macieju proszę o skasowanie moich wypowiedzi, trzeciej i czwartej. one nie odnoszą się do Pana tematu. zapędziłam się w rozważaniach, Maryla
sierpień 5th, 2010 o godzinie 09:32
co do bólu - lubię go o tyle, o ile pozwala mi on docenić stan bezbolesności
sierpień 5th, 2010 o godzinie 10:17
Droga Tańcząca, a co Pani powie o przeróżnych krawędziach, gdzie spotykają się ze sobą przykrość i przyjemność? Głód jest przykry, sycimy go, robi nam się przyjemnie,po chwili jesteśmy przesyceni i znów jest przykro. Bezrobotny marzy o robocie, tej samej, którą przed jej utratą przeklinał. Dbamy o swe zdrowie, dożywamy starości, ale starość to choroby, nuda i samotność, więc czujemy się przegrani, będąc wygrani.