Rachunek emocji. Co mnie dzisiaj wzrusza, co zachwyca, czego nie cierpię, na co mam nadzieję, co jest mi obojętne? I otóż wzrusza mnie jak zawsze bezinteresowna dobroć. Dlatego czuję ucisk w gardle, gdy na przykład oglądam amerykański serial Dotyk anioła. Anioły są przecież ex definitione bezinteresowne. Ów serial jest kiczowaty – i niemniej wzrusza mnie. Widocznie kicz nie przeszkadza człowiekowi w przeżywaniu dobrych uczuć. No a czego nie cierpię: najbardziej nie cierpię samego cierpienia, tego, że świat wymusza na nas ból. Co innego, gdyby odczuwanie bólu można było dowolnie regulować. Gdybym był Bogiem, bagatela, ryzykowałbym może ekstremalne ekscesy doznaniowe? Oczywiście umiałbym wtedy w dowolnym momencie wyłączyć ból. (Tu przypominają mi się doketyści zakładający, że Chrystus cierpiał pozornie; dokein znaczy po grecku „wydawać się”.) A co jest mi obojętne? Przeczytałem ostatnio, że za trzy miliardy lat Mgławica Andromedy zderzy się z Układem Słonecznym, z opłakanymi skutkami dla naszej Ziemi. No i czuję, że ta nieunikniona katastrofa jest mi dosyć obojętna.